Niedziela

Hejt wyzwala chęć schowania się i zniknięcia

W sieci lawinowo pojawiają się profile o nazwach szon patrol (miejscowość). To z pozoru niewinna młodzieżowa moda, która w ostatnich dniach wymknęła się spod kontroli.

Nastolatki publikują konta rówieśniczek i rówieśników, opatrując je obraźliwymi, wulgarnymi komentarzami. Organizowane są głosowania, kto jest gorszym szonem czy babiarzem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Eksperci ostrzegają: to nie zabawa, lecz hejt o ogromnym potencjale niszczącym, gdyż wulgarne słowo szon oznacza w młodzieżowym slangu kobietę wykonującą najstarszy zawód świata.

Psycholog Przemysław Staroń podkreśla, że hejt „wywołuje u młodych ludzi wstyd i poczucie wykluczenia – emocje, które mogą prowadzić do dramatów”.

W rozmowie z PAP wskazał, że moda na szon patrol na TikToku jest niczym innym, jak publicznym zawstydzaniem i piętnowaniem młodych dziewczyn. Grupy nastolatków nagrywają rówieśniczki, oceniają ich wygląd czy sposób bycia, a potem wystawiają je na osąd i kpinę w sieci.

„To szczególnie bolesne, gdy dotyka osób nastoletnich, które dopiero budują swoją tożsamość” – podkreślił. Dodał, że „wystarczy jedno nagranie, by uruchomić lawinę zawstydzenia i hejtu”, by w efekcie to, co wydaje się żartem, stało się doświadczeniem przemocy rówieśniczej.

Jak ocenił, konsekwencje to „głębokie poczucie wstydu, które uderza w samo jądro tożsamości”.

Zaznaczył, że hejt „wyzwala wstyd i poczucie upokorzenia, wykluczenia, chęć schowania się i zniknięcia”.

Podkreślił, że „to rani całego człowieka, a u młodych, których psychika dopiero się kształtuje, może zostawić szczególnie głębokie blizny”.

Cały wywiad nadamy o 6.30.

Mira Suchodolska (PAP)

mir/ joz/ lm/

Tytuł jest odrobinę prowokacyjny, jednak stroniąc od wejścia do krainy braku dobrego smaku i taktu, pozwolę sobie na kilka słów refleksji odnośnie do niedoskonałości otaczającego nas świata.

Kiedy 34 lata temu zrobiłem prawo jazdy, mój egzaminator zauważył, że dostaję do ręki broń. Bo samochodem można dotrzeć do celu szybko i wygodnie, można też nim to i owo przewieźć, ale można też kogoś zabić na przejściu dla pieszych. Tak, ten kij ma dwa końce. Mniej więcej w latach 70. minionego stulecia Herbie Hancock, gigant jazzu (mój ulubiony), był gościem w utajnionych laboratoriach jednej z firm komputerowych, a jego obecność wraz z tym, co zobaczył, została na 30 lat obłożona klauzulą poufności. Ot, nie mógł mówić, co widział. Gdy po latach opublikował biografię (skądinąd znakomitą), zdradził, że jego asystent, programista od instrumentów elektronicznych, odkrył, iż to, co zobaczyli, da możliwość za kilka lat przesyłać dźwięk jakości studyjnej przez telefon. Inna sprawa, że już wówczas widzieli coś, co było praprzodkiem iPada.

CZYTAJ DALEJ

source
źródło: Niedziela.pl